sobota, 2 listopada 2013

Gruszka, orzechy i ser

Naprawdę nie potrzeba dużo składników, żeby powstało coś dobrego. A taki skład już wcześniej proponowałam, tyle, że na zimno. Była to sałatka z lekko karmelizowaną gruszką, serem pleśniowym i orzechami. 

Tym razem, te same składniki podałam w formie "na ciepło". W lodówce czekał kawałek lazura z niebieską pleśnią, gruszki kupiłam na swoim ulubionym bazarze na Szembeka a orzechy zebrałam w ogrodzie.
Jeszcze tylko kilka zdjęć i można się zabrać do roboty.



Gruszka zapiekana z serem i orzechami
Składniki:
* 2 gruszki,
* gruby plaster sera z niebieską pleśnią,
* 1 łyżka śmietany,
* orzechy włoskie,
* odrobina soku z cytryny,

Gruszki umyć, przekroić wzdłuż, wydrążyć gniazda nasienne i skropić sokiem z cytryny żeby nie ściemniały. Ser pokruszyć i rozgnieść widelcem razem ze śmietanką. 
Masą napełnić połówki gruszek. Posypać orzechami i zapiec w piekarnika, aż gruszka zmięknie a ser się rozpuści.





Czas zapiekania zależy od wielkości i stopnia dojrzałości gruszek ale powinno wystarczyć około 15 minut w temperaturze około 170 stopni.





wtorek, 15 października 2013

Sałatka z zielonych pomidorów

W tym roku zbiory pomidorowe troszkę mnie rozczarowały. Wprawdzie lato było ciepłe i słoneczne ale pomimo większej ilości zasadzonych w ogrodzie krzaczków, jakoś nie zauważyłam nadmiaru owoców.

Na dokładkę szybko zrobiło się chłodno a już na początku października pojawiły się pierwsze przymrozki, które rozprawiły się z wiekszością roslin. Nie pozostało nic innego jak uporządkować ogród. Po oczyszczeniu grządek zostało kilka skrzynek zielonych pomidorów, których żal było wyrzucać. I tak część z nich leży spokojnie i czeka na lepsze czasy - może dojrzeją. A kolejną porcję przerobiłam na sałatkę i upchnęłam w słoikach. Zobaczymy jaki będzie efekt. Na razie nabierają mocy.




Sałatka z zielonych pomidorów
Składniki:

* 2 kg zielonych pomidorów,
* 4 cebule,
* 3-4 papryki,
* 3 szkl. wody,
* 1 szkl. octu 10%,
* 0,5 szkl. cukru,
* sól, pieprz w ziarnkach, ziele angielskie, liście laurowe.

Umyte pomidory pokroić w cienkie plasterki, oczyszczoną z nasion paprykę w paseczki. Cebulę obrać i także pokroić w cienkie plasterki. Następnie posolić - około 2-3 łyżeczki na 1 kg pomidorów, wymieszać i odstawić na około 12 godzin a najlepiej na noc. Warzywa przez ten czas zmiękną i pozbędą się nadmiaru wody.   





Następnego dnia przegotować wodę z octem i cukrem. Do każdego, wyparzonego słoika włożyć po kilka ziarenek pieprzu, ziela angielskiego i liść laurowy. Mieszankę warzywną odsączyć na sicie, a potem poukładać w słoikach. Każdy uzupełnić do pełna gorącą zalewą octową i zakręcić suchymi nakrętkami. Słoiczki trzeba jeszcze pasteryzować. Tym razem ułatwiłam sobie zadanie. Wstawiłam je po prostu do piekarnika, ustawiłam temperaturę na około 110 stopni i "piekłam" przez 20 minut. Następnie wyłączyłam piekarnik i zostawiłam je do ostygnięcia. 



  
Kolejne zdjęcie wstawię po degustacji.

środa, 2 października 2013

Banofee pie - czyli deser w kilka minut

Przepis na banofee pie - czyli rodzaj deseru, ciasta bez pieczenia z bananami i masą toffi przywiozłam z Irlandii. Urzekła mnie jego prostota, łatwość wykonania i lekkość. Trzeba jednak przyznać, że nie należy do mało słodkich.

Od tej pory zawsze mam schowane przed łasuchami, gdzieś w kuchennej szafce, 2-3 paczki odpowiednich herbatników i puszkę gotowej masy. Wystarczy dokupić śmietankę kremówkę i kilka bananów. Często przygotowuję podkład z ciasteczek wieczorem, smaruję masą i chowam do lodówki. Śmietankę ubijam tuż przed podaniem na stół.

Wersja z bananami jest właściwie podstawowa, ale muszę wypróbować jak będzie smakowało z innymi owocami np. wiśniami lub brzoskwiniami. Powinno być równie dobre.

Banofee pie - deser/ciasto bez pieczenia
Składniki:

* 300 g herbatników – najlepiej digestive, 
* 100 g miękkiego masła,
* 1 puszka masy krówkowej,
* 2-3 dojrzałe banany,
* 0,5 l śmietanki kremówki,
* kawałek startej, gorzkiej czekolady


Herbatniki rozkruszyć na drobno. Dobrym sposobem jest włożenie ich do plastikowej torebeczki i rozwałkowanie wałkiem do ciasta. 


Herbatniki wyrobić z masłem na gładką masę. Powstałą masą wyłożyć dno tortownicy, tworząc mały brzeg na bokach. Na herbatniki wyłożyć masę toffi – całość schłodzić w lodówce, żeby masa stężała. 


Przed podaniem na stół ubić na sztywno śmietankę. Banany pokroić w plasterki i ciasno ułożyć na  spodzie ciasta. 



Pokryć ubitą śmietanką. Wierzch posypać czekoladą.


  



środa, 18 września 2013

Sękacz i mrowisko

W zeszłym roku w poście pn. "Wakacyjne reminiscencje i piekielne ogórki", starałam się opisać nieco specjałów kuchni z okolic Suwalszczyzny, spod samej granicy z Litwą, gdzie od lat bywamy. W tym roku byliśmy tam krótko, ale za to nadzwyczaj intensywnie. Udało nam się wypróbować kolejnych specjałów tamtejszej kuchni, ale skupię się dziś na słodkościach z jakich słyną te rejony. A są to niewątpliwie sękacze i mrowiska.

Nie podam na nie dokładnego przepisu ale wszystko w swoim czasie.

Sękacz



Ten rodzaj ciasta rozpowszechnił się w Polsce za czasów Zygmunta Starego i królowej Bony, czyli w wieku XVI. Polacy przejęli przepis prawdopodobnie dużo wcześniej od plemienia Jaćwingów (nie mylić z Wikingami), których ciągle odbudowywaną osadę sprzed 1000 lat, można zwiedzić w okolicach Oszkini koło Puńska. 

Wracając do ciasta - kto miał do czynienia z sękaczem, który można dostać w wielu cukierniach czy supermarketach, ten nie wie co znaczy prawdziwy sękacz. Niestety nie da się go upiec w domowych warunkach. Cały proces, spróbowałam ująć w rymowance, która jako reporterski opis, zostaje zapisana corocznie w księdze gości naszych agroturystycznych gospodarzy. Trudno to nazwać poezją, ale poniższy fragment chyba z grubsza przedstawia o co chodzi:

Sękacz upiec to jest sztuka
Lecz od czego jest nauka.
Stożek długi, z każdej strony
Pergaminem okręcony,
Jak na rożnie się obraca.
Kręcić nim to ciężka praca.
Inny podkładając drzewa,
Ciastem walec wciąż polewa.
A by ciasto było naj...
Kilkadziesiąt trzeba jaj.

Teraz przetłumaczę z polskiego na nasze. Ciasto tradycyjnie powinno piec się "na ogniu" i to z drzewa brzozowego. Przypomina trochę pieczenie kebaba, ale w pozycji poziomej. Faktycznie jest to rodzaj długiego, cienkiego stożka, który najpierw okręca się pergaminem a następnie stopniowo polewa ciastem i piecze. Stożek jest obracany z dość dużą prędkością przez cały czas. Myślę, że poniższe zdjęcia najlepiej wszystko wytłumaczą. 




Tak wygląda pieczenie w sposób tradycyjny, Dzisiaj wprowadza się wiele udogodnień, choćby sztuczny ogień albo mechaniczne obracanie rożna. Natomiast wspomniane sękacze z supermarketu, robione są w sposób całkowicie zmechanizowany, nie mają nawet sęków, że o smaku nie wspomnę.

A jeśli chodzi o proporcje użytych do wypieku składników, to na jednego średniego sękacza potrzeba około  40 jaj, 1 kg mąki, 1 kg cukru i 1 litr śmietany plus jeszcze parę innych drobiazgów. Sękacz na zdjęciu powyżej miał długość 1 metra a na ciasto zużyto 80 jajek.





My zakupiliśmy w tym roku malucha ale i ten jak widać miał zacne sęki.

Mrowisko 


To chyba mój faworyt, który jest zupełnie inny. Lekki, delikatny i słodki. Ten deser pochodzi z Litwy a początkowo pojawiał się tylko w bogatych domach. Właściwie to rodzaj naszych faworków, tylko podany w nieco inny sposób. Z ciasta faworkowego wykrawane są niekoniecznie równiutkie prostokątne kawałki, które po usmażeniu w głębokim tłuszczu układane są warstwami na kształt mrowiska. Każdą z warstw polewa się płynnym miodem i posypuje makiem i rodzynkami. Fantazja.




Zabiorę się za nie na pewno w karnawale i wtedy wstawię dokładny przepis.                           

wtorek, 3 września 2013

Polska biesiada

Pomysł na taki typowo polski stół przyszedł mi do głowy przynajmniej 15 lat temu. Wtedy jeszcze nie podawało się smalcu na stół i moi goście byli naprawdę zaskoczeni zwłaszcza, że wszyscy w tym czasie prześcigali się w odkrywaniu i serwowaniu nowych sałatek.


Nie pamiętam już jaka to była okazja, nie mniej jednak zadzwoniła do nas z życzeniami siostra męża, która od dawna mieszka zagranicą. Mogliśmy jej tylko opowiedzieć jak wygląda stół. Oczywiście bardzo żałowała, że nie ma jej z nami, więc postanowiliśmy wysłać jej kilka zdjęć. Były to oczywiście czasy, w których nie było mowy o aparatach cyfrowych a tym bardziej fotografowaniu zwykłą komórką. Tak więc powstało dużo pięknych zdjęć upamiętniających rodzinną uroczystość, tylko po wszystkim okazało się, że nikt nie pomyślał o założeniu filmu do nowego zresztą aparatu.

Po tylu latach postanowiłam ponowić próbę, tym bardziej że pojawiła się okazja - okrągłe urodziny mojego męża. Na dodatek tym razem jego siostra była u nas. Uprzedziłam swoich gości, że będzie ciężko, niezdrowo, bez żadnych nowych pomysłów i dziwadeł. I było.



Na stole ułożyłam w osobnych naczyniach: gotowane na twardo jajka, domowe ogórki kwaszone i pomidory. Obok sałatkę z buraków i zwykłą sałatkę jarzynową.





Wędlinę ułożyłam na surowych, sosnowych deskach. Zakupiłam kaszankę i swojską szynkę oraz wiejską, czosnkową kiełbasę. Resztę stanowiły pieczone w domu mięsa.



Obok pojawił się domowej roboty smalec ze świeżo upieczonym chlebkiem (post pn. "Najlepszy chleb na świecie" z sierpnia 2011), klasyczne śledzie z cebulą i galareta z nóżek.  



Na następny ogień poszedł żurek z białą kiełbasą a na koniec pęczak z sosem ze świeżych podgrzybków.



Potem już tylko deser w postaci białego sera z miodem i domową konfiturą ze śliwek oraz nieśmiertelnej szarlotki. Nie zabrakło również urodzinowego tortu wykonanego przez moje córki. Ale ten temat pociągnę w oddzielnym poście. 


Nie było to lekkie i proste ale wszyscy przypomnieli sobie polskie smaki bez sałatki greckiej, szwabskiej, bałkańskiej, hiszpańskiej szynki, francuskich serów, oliwek i niezliczonych warzywnych przystawek. Tak swojsko na koniec lata.



Raz można, ale teraz czas pomyśleć o czymś bardziej dietetycznym.

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Sałatka z pieczonej papryki

Pychota i jeszcze do tego wcale nie trudno ją zrobić.
Pierwszy raz zetknęłam się z nią wiele lat temu, w nieistniejącej już knajpce mołdawskiej. Długo jednak nie próbowałam przygotować jej w domu. Wydawało mi się to bardzo trudne i pracochłonne. Jednak faktycznie, nic w tym skomplikowanego.

Może któregoś dnia najdzie mnie nawet na umieszczenie jej w słoikach na zimowe dni? 
A tak sobie rośnie w moim ogrodzie.


Sałatka z pieczonej papryki
Składniki:
* 2-3 duże, jędrne papryki,
* oliwa,
* ocet winny, 
* sól, pieprz, czosnek,
* natka pietruszki, bazylia

Paprykę umyć i w całości umieścić w rozgrzanym do 180 stopni piekarniku. Piec aż do momentu gdy skórka sczernieje. W połowie pieczenia odwrócić na drugą stronę. Można też od razu przekroić strąki na pół, oczyścić paprykę z nasion i położyć skórka do góry na blaszce lub w naczyniu. Gdy będzie już dostatecznie ciemna przełożyć do miski, przykryć szczelnie folią aluminiową i odczekać jakieś 15 minut.



Następnie obrać paprykę ze skórki, która po tym czasie sama leciutko odchodzi. Jeśli była pieczona w całości, trzeba ja przekroić i usunąć gniazda nasienne. Obraną paprykę pokroić w paski.  


Przygotować sos na bazie oliwy, octu, roztartego czosnku, soli i pieprzu - najlepiej w słoiku, tak jak w przepisie na bakłażany (post z sierpnia 2011 r.)
Paski papryki ułożyć na półmisku, polać sosem i posypać świeżą natka lub bazylią. 



Moja wyjechała na stół w towarzystwie bakłażanowych plasterków.