wtorek, 3 kwietnia 2012

Wielkanocnie

Wielkanoc już za kilka dni a ja nie dość, że dawno tu nie zaglądałam to jeszcze w dodatku jestem spóźniona w świątecznych zajęciach. Może to wiosenne przesilenie a może pogoda za oknem. Całkiem niedawno było już tak ciepło, że chciało się wreszcie zapomnieć o chłodzie. Tulipany i inna zielenina zaczęła nawet nieśmiało wyglądać z ziemi a tu znów chłód, wiatr i śnieg.
Na szczęście musiałam przygotować coś do kwietniowego wydania firmowego Biuletynu, więc mam chociaż zdjęcia zrobione na bieżąco. 




Część wstawię pewnie po Świętach, ale kto powiedział, że pewne potrawy nie mogą się pojawić na stole nie tylko od święta.

Na początek parę trochę nietypowych jajecznych ozdób, które wyklejałam w zeszłym roku. Można nawet powiedzieć, że to całkiem kulinarny temat bo do ozdabiania jajek użyłam produktów i przypraw kuchennych.




I jeszcze kilka pojedynczych egzemplarzy. Jak widać do oklejania wydmuszek można użyć wszystkiego co tylko znajdziemy w kuchni. Ja wykorzystałam min. groch łuskany, ziarna słonecznika, czarnuszkę, mak, siemię lniane, kolorowy pieprz, soczewicę, suszone zioła itp.






Jajka w szynce
Składniki:

* plasterki szynki,
* jajka
* sól, pieprz.




Potrzebna jest jeszcze forma do mufinek albo niewielkie okrągłe foremki, które należy wyłożyć plastrami szynki. W każdy utworzony „koszyczek” wbić jajko, 




posolić, popieprzyć i zapiec w piekarniku aż jajka się zetną.



piątek, 16 marca 2012

Sakiewki z farszem z białej kiełbasy

I kolejny przedświąteczny przepis. Pomyślałam, że może być ciekawą odmianą jako dodatek do tradycyjnego żurku, albo białego czy czerwonego barszczu. W wersji uproszczonej  sakiewki można  pewnie wykonać z ciasta francuskiego, ale ja postanowiłam znów wykorzystać ciasto kulebiakowe jak do pieczonych pierożków.

Sakiewki z farszem z białej kiełbasy:
Składniki:
ciasto:
* 40 dag mąki,
* 20 dag masła,
* 1 jajko,
* 3-4 łyżki kwaśnej śmietany,
* szczypta soli,
* 0,5 łyżeczki proszku do pieczenia,
* 3-4 surowe, białe kiełbaski. 

Kiełbaski rozciąć i wyjąć zawartość  ze środka o miseczki. Z pozostałych składników zagnieść ciasto i schłodzić w lodówce. Następnie dość cienko rozwałkować i pokroić na kwadraty, wybranej wielkości. Na środku każdego układać łyżeczkę farszu.


Cztery końce każdego kwadratu, mocno połączyć ze sobą na górze. Sakiewki ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i posmarować rozmąconym jajkiem. 


Piec na złoty kolor w temperaturze 180 stopni przez około 25 minut. 



Rolada jajeczno-mięsna

Od kilku lat, wstawiam swoje zdjęcia z przepisami do gazetki, która wydawana jest raz w miesiącu jako biuletyn wewnętrzny w mojej instytucji. Nie mogę tam umieścić wszystkich przepisów, gdyż głównym założeniem kącika kulinarnego jest aby potrawy w nim prezentowane były proste i szybkie w przygotowaniu.  Każda z tych potraw jest wcześniej przeze mnie przygotowana, przetestowana przez moją Rodzinę a następnie poddana sesji zdjęciowej. Tak więc, na przykład wielkanocne propozycje, muszę wykonać z wyprzedzeniem, żeby mogły się znaleźć w kwietniowym numerze jeszcze przed świętami.

Rolada na bazie ciasta omletowego jest fantastycznym podkładem, który można wykorzystać na wiele sposobów. W poprzednim biuletynie pokazałam wydanie szpinakowe, a teraz spróbowałam z mięsem, które pozostało po gotowaniu rosołu. Mięso było chude, więc aby się jakoś trzymało dodałam odrobinę majonezu. Rolada była bardzo smaczna zarówno na zimno jak też podgrzana. Podane poniżej proporcje wystarczają na dużą blachę z piekarnika.



Rolada jajeczno-mięsna:
Składniki:

* 8-10 jaj zależnie od wielkości
* około 60 dag gotowanego mielonego mięsa,
* cebulka dymka, szczypior lub zielona pietruszka,
* 3-4 łyżki majonezu,
* 10-15 dag żółtego sera startego na tarce (opcjonalnie),
* sól, pieprz, przyprawy.

Całe jaja ubić przez kilka minut, dodać starty ser, przyprawy i posiekaną zieleninę. Blachę wyłożyć papierem do pieczenia i wylać masę jajeczną. Blachę wstawić do piekarnika rozgrzanego do 170 stopni na około 10 minut, aż masa się zetnie. Czasem kiedy nie doda się sera, powierzchnia jajecznego ciasta wybrzusza się i nierównomiernie wyrasta, ale w końcu po wyjęciu wszystko się wyrówna.


Mięso doprawić do smaku wg uznania, połączyć z majonezem. Upieczony omlet zdjąć z  blachy razem z papierem. Następnie nakryć lnianą ściereczką lub kolejnym papierem i "przerzucić" na drugą stronę, po czym odlepić papier, na którym omlet się piekł.  Masę mięsną rozsmarować na jajecznym blacie i zwinąć roladę.


Gotową roladę zawinąć w folię aluminiową i schłodzić w lodówce.


poniedziałek, 12 marca 2012

Pieczone pierogi

Każdy chyba przyzna, że pierogi to dobra rzecz. Można je nadziewać przeróżnymi farszami na ostro lub słodko, jak kto woli. Pierogi mają niestety jedną, podstawową wadę - są pracochłonne. Zwykle jeśli już się na nie zdecyduję, lepię większą ilość i wrzucam do zamrażarki. Ostatnio naszło mnie na pierogi pieczone i postanowiłam zrobić eksperyment.

Muszę tu wrócić do Bożego Narodzenia. Od wielu lat, już tradycyjnie, moja przyjaciółka obdarowuje mnie niezmiennie kulebiakiem z kapustą i grzybami. Postanowiłam więc wykorzystać w moich pierogach przepis, według którego powstaje kulebiakowe ciasto. Farsze, to też trochę przypadek z różności lodówkowych.



Pieczone pierożki
Składniki:

ciasto:
* 40 dag maki,
* 20 dag masła,
* 1 jajko,
* 3-4 łyżki kwaśnej śmietany,
* szczypta soli,
* 0,5 łyżeczki proszku do pieczenia

Farsz 1
- przesmażony, pokrojony w kosteczkę wędzony boczek, kasza gryczana, surowe jajko, przyprawy.



Farsz 2
- plasterki salami pokrojone w cieniutkie paseczki i żółty ser starty na tarce.



Farsz 3
- drobniutko pokrojona pierś z kurczaka przesmażona z pieczarkami i cebulką, jajko, przyprawy.



Z podanych składników zagnieść ciasto, przełożyć je do foliowego woreczka i schłodzić w lodówce (około 0,5 godziny). Po tym czasie wałkować cienkie placki, wykrawać kółka. Na środek wykładać po łyżeczce farszu i dokładnie zlepić brzegi. Pierożki układać na blaszce, wyłożonej papierem do pieczenia, posmarować roztrzepanym jajkiem i piec w temperaturze 170-180 stopni przez około 15-20 minut - do zezłocenia.



Pierożki pieczone są znacznie suchsze, niż klasyczne, gotowane. Warto je podać do czystej zupy np czerwonego barszczu, lub z jakimś gęstym sosem.  Z braku barszczu,  przygotowałam na szybko sos na bazie  krojonych pomidorów z puszki, cebulki, czosnku, papryki i ziół.

niedziela, 26 lutego 2012

Faworki

Karnawał za nami razem z pączkowym szaleństwem w "tłusty czwartek" i ostatkami. W ostatnią karnawałową niedzielę, naszło mnie na faworki. Kiedyś robiłam je znacznie częściej, właściwie co roku, jednak przez ostatnie lata zawsze się jakoś wykręcałam.



Smażenie faworków zawsze było "przedsięwzięciem" rodzinnym. W poprzednim mieszkaniu w naszej kuchni było bardzo mało miejsca, ale każdy miał w całym procesie swoją określoną rolę. Do mnie należało oczywiście zagniecenie ciasta a potem jego rozwałkowanie i krojenie, dziewczynki przewijały paseczki, mąż zajmował się smażeniem. Później znów wkraczały dzieci i obsypywały faworki cukrem pudrem. W tym roku było nas jeszcze więcej, ale w trochę większej już kuchni jakoś się zmieściliśmy.

Faworki
Składniki:
* 2 szklanki mąki,
* 4 jajka (1 całe i 3 żółtka),
* 4 łyżki kwaśnej śmietany,
* 1 łyżka spirytusu (lub octu,.
* 2-3 kostki smalcu.

Najważniejsze w faworkach jest odpowiednie napowietrzenie ciasta a później jego rozwałkowanie. Tak więc najlepiej mąkę przesiać przez sito, a potem dodać resztę składników i zagnieść gładkie elastyczne ciasto. Teraz można się na nim "wyżyć" tłukąc mocno wałkiem. Składać i znów tłuc, i tak przez kilka minut.


Ciasto powinno teraz trochę odpocząć, można je zawinąć w folię i odłożyć do lodówki na jakieś pół godziny przed wałkowaniem. Placki na faworki powinny być tak cieniutkie jak tylko jest to możliwe. Każdy z nich pokroić w kilkucentymetrowe paski długości takiej, jakie chcemy mieć faworki.
Środek każdego paska naciąć wzdłuż  a następnie przewinąć jedną stronę.



Smalec rozgrzać w głębokiej patelni, wrzucać po kilka faworków, kiedy się lekko zezłocą przełożyć na drugą stronę.


Usmażone faworki wyjmować ostrożnie i osączyć na papierowym ręczniku.


Po wystudzeniu posypać cukrem pudrem, można go wymieszać z cukrem waniliowym, lub dodać kilka kropli wanilii do ciasta.



Oprócz klasycznych faworków, zrobiliśmy też kilka różyczek.  Aby je wykonać trzeba wyciąć z ciasta trzy kółka różnej wielkości. Brzegi kółek lekko ponacinać. Następnie ułożyć jedno na drugim od największego do najmniejszego i mocno docisnąć środek.




niedziela, 19 lutego 2012

Szpinak

To pierwsza odsłona szpinaku, bo wrócę do niego jeszcze nie raz. Przez całe lata nie kojarzył mi się zbyt dobrze. Taka nijaka papka, bez smaku, która wyglądem, kolorem i konsystencją nie przypominała nic dobrego. Ale całkiem niedawno odkryłam te liście na nowo.

Po pierwsze szpinak wcale nie musi być przemielony, a po drugie może mieć nie tylko piękny, zielony kolor, ale także zdecydowany i ciekawy smak. Po trzecie, to danie nie tylko błyskawiczne ale również bardzo lekkie - zwłaszcza po "tłustym czwartku".



Szpinak z serem i jajkiem w koszulce
Składniki:
* 0,5 kg liści świeżego szpinaku (lub paczka mrożonego),
* 2-3 ząbki czosnku,
* 2 łyżki masła,
* 15 dag sera pleśniowego (rokpol, lazur),
* jajka - w ilości zależnej od apetytu.
* sól, pieprz,
* 2 łyżki octu.

Szpinak bardzo dokładnie opłukać, oczyścić z ogonków i lekko posiekać. Dusić przez kilka minut na rozgrzanym maśle. Kiedy szpinak zmięknie, dodać przeciśnięte ząbki czosnku i rozkruszony ser. Poczekać jeszcze chwilę do całkowitego rozpuszczenia się sera i doprawić do smaku solą i pieprzem.

W garnku zagotować wodę z octem i powoli wbić do niej całe jajko.  Można też wybić jajko na dużą łyżkę lub do miseczki a później przelać do garnka. Gotować około 2 minut. Białko powinno być ścięte a żółtko jeszcze płynne i gotowe.


A to już wersja dla mięsożerców, do których się zaliczam. Szpinak i jajko rzecz doskonała, ale przecież mały kawałeczek polędwiczki nikomu nie zaszkodzi.

niedziela, 5 lutego 2012

"Chili" czyli odrobina Meksyku

Za oknem mróz trzyma już kolejny tydzień. Przez cały listopad i grudzień czekaliśmy wszyscy na zimę a teraz kiedy wreszcie przyszła, narzekamy i marudzimy, A przecież wcale nie jest najgorzej. Śnieg nie pada, nie trzeba wciąż ganiać z szuflą albo miotłą. Zresztą mamy luty, więc zima praktycznie powinna się pomału kończyć. Pomimo 20 stopniowego mrozu, niektóre rośliny już czują wiosnę, tak jak moja wierzba w ogrodzie.



Ale ja tej wiosny jakoś jeszcze nie czuję. Marzenia o ciepłych miejscach nie pomagają a już te o Meksyku trzeba odłożyć gdzieś na wyższą półkę. Jednak zawsze można się zadowolić namiastką Meksyku, zwłaszcza gdy niespodziewanie i całkiem spontanicznie wypadnie taki mały, meksykański wieczór w gronie przyjaciół. A jeśli jeszcze "goście" przygotują z najlepszą pod słońcem "Margaritę" - nie pozostaje nic innego jak podać ogniste chili con carne.



Przepisów na tę potrawę jest wiele. Jak powinno wyglądać klasyczne, prawdziwe chili, tego też jeszcze nie wiem (dowiem sie jeśli kiedyś wyląduję w Meksyku), ale mam swoją wersję.

Chili con carne
Składniki:

* 0,8 kg mielonej wołowiny,
* 2 cebule,
* 1 czerwona papryka,
* około 1,5 szklanki soku pomidorowego z chili,
* 2 pudełka krojonych pomidorów,
* 3-4 łyżki przecieru pomidorowego,
* 2 puszki czerwonej fasoli,
* 1 puszka kukurydzy,
* sól, pieprz, chili.


Zmielone mięso zrumienić na odrobinie oliwy i przełożyć do garnka z grubym dnem. Cebule posiekać, paprykę pokroić w kostkę i razem zeszklić na patelni. Dołożyć do mięsa. Następnie dodać: sok pomidorowy, krojone pomidory i przecier. Lekko doprawić i dusić do miękkości. Na koniec wsypać fasolę, kukurydzę i ostatecznie doprawić do smaku. Moje chili nie było wprawdzie "piekielne", ze względu na różne smaki rodzinnych zjadaczy, ale i tak rozgrzewało. Mam tez nadzieję, że naprawdę wszystkim smakowało.